Wielokrotne przekroczenie dopuszczalnych norm zanieczyszczenia powietrza obserwuje się od wielu lat, jednak dopiero teraz zaczęto „działać” i przygotowano pierwsze uchwały antysmogowe, które mają ograniczyć emisję szkodliwych zanieczyszczeń i poprawić stan powietrza w Polsce. Jak w praktyce wygląda walka ze smogiem?

Ustawy antysmogowe jedynie na papierze?

Od początku 2017 roku ruszyły w końcu intensywne prace nad ustawami antysmogowymi. Niestety dotychczas uchwałę ograniczające emisję szkodliwych zanieczyszczeń przyjął jedynie Sejmik Województwa Małopolskiego. Uchwała antysmogowa została przyjęta 23 stycznia 2017 roku i weszła w życie w lipcu b.r. Zakłada ona zakaz palenia w piecach mokrym drewnem, którego wilgotność jest większa niż 20%, mułem i flotem węglowym. Zgodnie z nowymi przepisami zakaz dotyczy wszystkich pieców i kotłów także tych wykorzystywanych jedynie w celu podgrzewania wody i gotowania posiłków. Co więcej, każdy nowo instalowany kocioł grzewczy lub kominek będzie musiał spełnić określone normy dotyczące emisji szkodliwych pyłów – maksimum 40 mg/m3 podczas spalania na niepełnej mocy.

Duża rewolucja szykuje się także w województwie śląskim – Sejmik Województwa Śląskiego z dniem 1 września 2017 roku wprowadził w życie zakaz palenia w kotłach, piecach oraz kominkach węglem brunatnym, a także każdym innym paliwem stałym, które zawiera jego domieszki. Nie można palić mułem, flotem ani żadnymi mieszankami węglowymi, które zawierają węgiel brunatny. Dodatkowo na terenie województwa mają być instalowane jedynie piece nowej generacja, ale… Nie może być tak pięknie – uchwała zakłada szereg wyjątków od reguły.

Zaledwie kilka dni temu – 5 września w Dzienniku Ustaw opublikowane zostało rozporządzenie Ministra Rozwoju i Finansów w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe, które określa szczegółowe wymagania dla wprowadzanych do obrotu i do użytkowania kotłów na paliwo stałe o znamionowej mocy cieplnej nie większej niż 500 kW. Rozporządzenie to wejdzie w życie z dniem 1 października b.r. i określać będzie graniczne wartości emisji pyłu, CO i gazowych zanieczyszczeń organicznych, a także zakazywać produkowania kotłów, w których konstrukcji stosowany jest ruszt awaryjny. W przypadku kotłów wyprodukowanych i niewprowadzonych do obrotu przepisy będą obowiązywały od 1 lipca 2018 r.

Przez Ministerstwo Energii przygotowywane jest także rozporządzenie o jakości paliw, co jest szansą na szybsze zmniejszenie niskiej emisji i całkowite wyeliminowanie pozaklasowych urządzeń grzewczych.

Tyle teorii, ale jak to wygląda w praktyce?

Uchwały, uchwałami, jednak nie zmienią one jakości powietrza, jeżeli nie podniesie się świadomość mieszkańców Polski, która w dużej mierze ogranicza się do twierdzenia, że smog to sposób na zysk dla firm produkujących piece czy zajmujących się propagowaniem tzw. zielonej energii. Nawet w na obszarach, gdzie intensywnie próbuje się walczyć ze smogiem, zaskakuje fakt, iż nie robi się nic w celu intensywnej eliminacji źródeł niskiej emisji nie tylko w teorii – nie ma służb, które sprawdzałyby, czym mieszkańcy palą w piecach, a jeżeli są, to nie dysponują sprzętem pomiarowym oraz uprawnieniami, a zwykły Kowalski nie jest skory do donosicielstwa na spalającego w piecu odpady sąsiada. Nierozwiązanym problemem są też lokalne ciepłownie, huty czy brak regulacji dotyczących zabudowywania naturalnych korytarzy powietrznych odpowiedzialnych za odprowadzanie zanieczyszczeń z obszarów miast i miasteczek. Co ciekawe nawet na terenach uzdrowiskowych niektóre sanatoria opalane są nadal paliwem starym i fundują kuracjuszom terapię smogową, pobierając jednocześnie opłatę klimatyczną od przyjezdnych oraz mieszkańców.

Teoretycznie przyszłość polski maluje się w różowych barwach – dużo mówi się o przeciwdziałaniu zanieczyszczaniu powietrza na terenie miast, jednak jak na razie jedynie ułamek z nich wprowadził regulacje dotyczące walki ze smogiem lub są one nadal niewystarczające, aby przynieść efektywne skutki.

Co ciekawe, istnieją w Polsce także miasta, które od dłuższego czasu dbają po poprawę jakości powietrza na swoim terenie, choć niewiele o tym słyszymy – przykładem może być Poznań, gdzie od lat 90.tych prowadzone są działania mające na celu stopniową eliminację urządzeń grzewczych na paliwa stałe. Efekty są i warto się nimi pochwalić – w przeciągu ostatnich 20 lat na terenie Poznania ograniczono ilość pieców na węgiel do jedynie 14%. Ponadto w mieście od dłuższego czasu prowadzone są akcje informacyjne dotyczące strat ciepła z niewłaściwie ocielonych budynków, badania termowizyjne oraz zajęcia pozwalające nauczyć się ekonomicznego prowadzenia samochodu w celu ograniczenia emisji spalin.

Podobne działania na rzecz poprawy jakości powietrza mają miejsce w Bydgoszczy — tutaj od kilku lat miasto dofinansowuje wymianę starych urządzeń grzewczych, monitoruje źródła niskiej emisji i dba o jakość powietrza także od przysłowiowej kuchni, likwidując piece opalane węglem w budynkach gminnych oraz inwestując w ich termomodernizację. O poprawę jakości powietrza na swoim terenie dbają także władze Bielska-Białej czy gminy Kościerzyna. Można? Jak najbardziej, ale lokalne inicjatywy to nadal zbyt mało, aby móc oddychać czystym powietrzem.